Marysia już jest na tyle wymagającym (pod względem kulinarnym) dzieckiem, że muszę czasami stawać na rzęsach, aby przygotować jej coś, co chętnie zje. I nie ma problemu z moją kuchnią, a moją osobą. Jak jej wmówię, że to danie KUPIŁAM (a nie zrobiłam), zje chętnie, jak widzi, że coś robiłam, nawet widelcem tego nie tknie i krzyczy „nie” albo „ble”. Taki nasz urok. Ale mniejsza z tym, czas na przepis!

(więcej…)