Znacie to uczucie? Po długim dniu kładziecie się do łóżka. On zasypia zanim jego głowa dotknie poduszkę, a Ty przekręcasz się z boku na bok. W końcu o wygodną pozycję nie jest łatwo. Już czujesz, że odpływasz, zanik świadomości, aż obok słyszysz głośne „chrrrrrr”.

chrapanie

Nie oszukujmy się. Gdy nasza druga połówka zaczyna chrapać, niezależnie od tego jak go kochamy, jest to moment, w którym odzywa się wewnętrzny morderca. Początkowo wmawiasz sobie „dam radę, przecież jestem zmęczona i senna”, ale po trzech godzinach poziom irytacji rośnie do niebezpiecznego poziomu. Dlatego mam kilka sposobów na chrapanie. Co prawda nie pomagają – ale chwilowo łagodzą przebieg. Tak, abyś zemdlała i obudziła się rano w miarę wyspana 🙂

#1

Gdy mój T. zasypia leżąc na plecach, mogę policzyć w myślach do pięciu, aż zacznie swój koncert. Dlatego jak mężczyzna jeszcze jest na wpół świadomy i reaguje na proste komendy, nie rób przesłuchania (chociaż wiem, wtedy zawsze mówią prawdę), nie pytaj się po raz dziesiąty, czy Cię kocha, każ mu się położyć na bok. Zawsze łatwiej go wtedy zepchnąć z łóżka.

#2

Innym sposobem jest gwizdanie. Nie wiem dlaczego to działa, ale facet chwilowo zamiera, nawet przestaje oddychać. To dobry moment, żebyś i Ty zasnęła. Ale zawsze istnieje ryzyko, że Wasz pies (lub psy) usłyszy gwizd i przybiegnie do łóżka. Wtedy dwie bestie będą się rozpychać i.. no niestety.. chrapać.

#3

Raz też próbowałam zatykać nos. Nie swój oczywiście, bo byłoby to bezsensowne 😉 Istnieje tylko ryzyko, że jak zacznie się dusić, to oberwiesz z łokcia w swój nos. Ewentualnie w oko. I jak później się wytłumaczysz z tego w pracy? Sama się prosiłaś 😉

#4

A teraz przejdźmy do nieco bardziej hardcorowych sposobów. Jeżeli on zaczyna chrapać. Coraz głośniej, częściej – nie bądź mu dłużna. Zacznij kopać po piszczelu, wtykać palce pod żebra. Nie obudzisz go, bo śpiący mężczyzna to martwy mężczyzna. Natomiast rano obudzi się obolały. No cóż. W końcu słowa przysięgi brzmiały mniej więcej.. „w radości oraz w bólu, cierpieniu, krwi i rozpaczy, aż nas Twoja śmierć nie rozłączy”..

#5

A skoro już przy tym jesteśmy.. Ile razy korciło Cię, żeby wziąć poduszkę, przyłożyć mu do twarzy i zaśpiewać „aaaaa śpiiiiiiij kochaaaaaniee”.. Ale nie. Może za 20 lat..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *