Sen o dodatkowej godzinie, tak piękny i.. tak nierealny

To będzie wpis z życia wzięty. Jeżeli nie masz jeszcze dziecka, a bardzo go chcesz.. wchodzisz na własną odpowiedzialność. 😉 Co prawda da się z tym żyć, ale co to ku&^* za życie, jak to kiedyś stwierdziła moja teściowa 😉 Okey, ostrzeżenie umieszczone, możemy przechodzić do konkretów.

Za mną już kilka(dziesiąt.. ups!) zmian czasu w tę i we w tę. Ogólnie nigdy nie było z tym wielkiego problemu, nawet gdy na świecie pojawiły się te moje małe istotki. W przypadku młodszej, która to do dzisiaj nie lubi spać, albo nie lubi gdy ja śpię, jeszcze nie ustaliłyśmy wspólnej wersji, pierwsze zmiany przebiegły gładko. W okresie zmiany na czas zimowy miała zaledwie cztery miesiące więc jeszcze coś tam nawet spała, bo najedzona była. Letnia bez problemów, bo spała tradycyjnie krótko, albo wcale. Jednak kolejna zmiana na zimowy, gdy już ma prawie 16 miesięcy była dla mnie powodem do strachu. Tak, to ta z 27 na 28.10.2018.

Cały dzień chodziłam z myślą, że od jutra będę wstawać godzinę wcześniej, czyli gdzieś w okolicy 5. Mimo tłumaczenia jej, że jeżeli zna definicję słowa “litość” to właśnie zbliża się odpowiedni moment do sprawdzenia tego w praktyce. Tłumaczyłam, tłumaczyłam, ona machała głową myśląc sobie “ale stara Ty jesteś durna, jeżeli wierzysz, że Ci się uda”ale, że nadzieja matką głupich, to dalej brnęłam w negocjacjach. Dzień złowieszczo zbliżał się ku końcowi, było całkiem przyjemnie i miło. A ja ciągle drżałam w obawie o moje życie przez najbliższe kilkanaście zimowych tygodni. Co to będzie? Jak to będzie? Może zacznę szybciej chodzić do pracy? Może starsza przestanie się spóźniać do przedszkola? Już sobie tłumaczyłam, że te wcześniejsze wstawanie nie musi być takie złe.. No poza tym, że będę krócej spać, zacznę wyglądać jak zombie, będę marudna i ogólnie zamiast się budzić to będę zmartwychwstawać niczym Jezus.

Ach śpij..

Zadbałam o wszystko, by jej sen był wyjątkowo przyjemny. Wywietrzyłam pokój, wachlując majtkami wyszczuplającymi, które mogą robić za spadochron, ewentualnie latem za markizę. Przygotowałam ciepły sok, gdyby się obudziła, nawet dorzuciłam słomkę w jej ulubionym kolorze. Jako, że jeszcze nie mamy ustalonego “ulubionego” po prostu zabrałam wszystkie dostępne. Sprytna ja! Aż sama się uśmiechnęłam do siebie – znacie ten stan? Nakarmiłam pod korek, wiecie o co chodzi? To jak tankujesz asamochód i lejesz mimo odbicia, bujając autem, niech idzie w rury, bak, aż po korek. Tak też została nakarmiona, żeby mi z głodu dziecko się nie obudziło.. za wcześnie. Kąpiel z siostrą w lekkim mroku, wiecie, super instamamy polecają wyciszenie dziecka przed snem. Wygrzana piżamka na grzejniku, OSTR w głośniku z piosenką “lubię być sam”, a ta.. nawet do końca nie dotrwała i już kimono. Chce uśpić moją czujność czy może wdraża program “litość dla starej”? Cholera ją wie, więc dalej jestem czujna, w końcu na szali jest moje życie w przyjemności snu do 6.30. Nikt nie lubi wstawać w środku nocy. I wiecie co? Spała, do SIÓDMEJ. Misja wykonana?

A gdzie! Nie przewidziałam, że starsza wywinie mi numer. Pobudka o 3.40 “mamo, chcę tosta i jeszcze.. jogurt. i jeszcze.. mleko. i jeszcze.. przytulaska”. Ehe, tego się nie spodziewałam. I tak do rana.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook