[recenzja] Atelowoda komórkowa

Tego jeszcze nie było, Szymańska recenzuje kosmetyk! Zapewne nie zrozumiesz żartu, ale gdybyś otworzyła moją kosmetyczkę, znalazłabyś w niej.. szampon, mydło i jakiś krem uniwersalny. Taa.. pod względem kosmetyków, stawiam na minimalizm (bo nie umiem szukać odpowiednich dla siebie rzeczy i po prostu czytanie i testowanie mnie odrzuca, szkoda czasu). To, że w moich rękach znalazła się atelowoda komórkowa to czysty przypadek.

Tak się składa, że mam koleżankę, która prowadzi sklep Kolagen Natura. Konsultowałam z nią metody reklamy, bo może wiesz, może nie – poza byciem kadrową, jestem też copywriterem z 9-letnim stażem i jakąś tam pseudo-specjalistką od marketingu internetowego (przy okazji zaproszę Was kiedyś na moją drugą stronę, gdzie będą kursy zawodowe i trochę o tych tematach, ale nie o tym mowa). Tak sobie rozmawiałam z Kasią i mówię jej, że przede wszystkim musi stawiać na zdjęcia, bo produkty, które oferuje są.. po prostu ładne i nie będzie problemu z ich sprzedażą. Lubimy się otaczać estetycznymi produktami, a jak jeszcze poprawiają stan naszej skóry – BAJER! Na przykład ta atelowoda komórkowa na zdjęciach wygląda świetnie (miałam problem z poprawnym wypowiedzeniem pierwszego słowa, nie miałam zielonego pojęcia do czego jest ten kosmetyk). Aluminiowa butelka, delikatny napis, bardzo minimalistyczne, takie jak lubię! Po chwili Kasia stwierdziła, że skoro tak mi się podoba, to mi wyśle. I już. Na drugi dzień miałam od niej paczkę.

Wiesz, gdy otrzymujesz coś za darmo, nie szkoda Ci z tego korzystać. Kosmetyk kosztuje w sklepie 127 złotych, chociaż Kasia oferuje różnorodne rabaty po zapisaniu się do newslettera (nawet do 20%!). Powiedziała mi, żeby spryskać twarz zawsze po umyciu i chwilę odczekać, zanim nałożę krem. Akurat kosmetyk dotarł do mnie w okresie wakacyjnym, gdy wracałam na etat do biura, z mężem mieliśmy szczyt sezonu turystycznego (wynajmujemy apartamenty w Kołobrzegu) oraz miałam sporo zleceń na tworzenie tekstów, dziecko mi nie spało i ogólnie.. no co tu dużo mówić, szału nie robiłam wychodząc z domu. Mimo słońca, miałam szarą skórę, worki pod oczami i wyglądałam na chorą.

Atelowoda ma w sobie witaminę C, co wyczułam natychmiastowo, gdy nie zamknęłam oczu podczas aplikacji. Durna ja, ale co zrobić. Przemyłam oko i luz, stosowałam ją dwa razy dziennie – na wieczór oraz rano po kąpieli. Pierwsze efekty zauważyłam po jakiś 2 tygodniach (tak z ręką na sercu). Wyglądałam nieco promienniej, a puder lepiej mi się trzymał na twarzy, moja mama nawet uważała, że jestem jakaś taka.. ładniejsza 😀 Dlatego totalnie oddałam się atelowodzie i stosuję ją praktycznie codziennie. Nie zrozum mnie źle, bo nie chcę się żalić czy coś.. Mam naprawdę napięty grafik dnia, nawet w weekendy, śpię krótko, fizycznie jestem bardzo zmęczona, ale po mojej twarzy tego nie widać. Nie stosuję też przesadnej liczby kosmetyków, bo ich po prostu nie mam. Jak idę do pracy, po umyciu twarzy aplikuję atelowodę, następnie krem, puder w kremie (albo podkład.. jest to jakaś różnica?), tusz do rzęs i jazda! Można śmiało przyjąć, że kosmetyk mam od.. trzech miesięcy, a końca jeszcze nie widać, także koszt w rozłożeniu na miesiące nie wydaje się taki duży, prawda? Podobno jeszcze lepiej działa w parze z kolagenem, a o jego właściwościach chyba nie muszę Ci opowiadać. Może kiedyś sprawdzę, w końcu do trzydziestki coraz bliżej i do pierwszych zmarszczek 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook