Wpis został przygotowany na prośbę Stowarzyszenia SOS Beagle, z którym mam okazję współpracować. Pewnego słonecznego dnia, dokładnie 12. lipca w godzinach porannych całkiem przypadkiem zajrzałam na fejsa, a tam..

sosPomyślałam sobie – to jest dobry czas na okazanie odrobiny serca. Zawołałam męża, bo przecież sama (teoretycznie) nie mogę podejmować decyzji. Powiedziałam „mooogę?”, on, być może mnie nie słuchał, albo bał się odmówić powiedział „ok” – i tak zaproponowałam dom tymczasowy. Szybko skontaktowałam się z koordynatorką całej akcji – Majką. O 11:00 rozmowa telefoniczna, przed 14:00 odbierałam już psiaczka. W głowie miałam milion myśli, co my zrobiliśmy? Przecież za kilka dni mamy jechać na Lazurowe Wybrzeże.. (jak możecie się domyślać, zrezygnowaliśmy z wycieczki, aby pozostać z „dziećmi”). Jadąc samochodem z małą czarnulką zastanawiałam się, jak starszy – Alex przyjmie nowego lokatora, czy ją zaakceptuje? Czy się nie pogryzą. Myśli multum, ale twardo weszłam do domu z biglicą.

2 4

Pierwsze chwile były dosyć.. ostrożne. Alex bał się Zuzy.. jak ognia. Omijał ją dużym łukiem, nie wiedział co to za mała istotka u nas zamieszkała. Był też trochę zazdrosny. Ale szybko dziecina skradła jego serce. Już po pierwszym dniu chodziły wszędzie razem, spały w jednym kojcu, nawet jadły z jednej miski (ale nie trwało to wiecznie :)) . Obserwując taką miłość, wraz z Tomkiem telepatycznie podjęliśmy decyzję o.. adopcji. Procedura nie jest prosta, Stowarzyszenie SOS Beagle dokładnie analizuje, czy nadajemy się na właścicieli, mimo że już jednego beagla mamy. Musieliśmy rzeczowo odpowiedzieć na 50 pytań, zaprosić na kawę koordynatora, aby sprawdził warunki mieszkaniowe. Na szczęście podarowali nam lekcję o tej rasie – my doskonale wiemy z jakim złem wcielonym mamy do czynienia 🙂

5 6

Adopcja Zuzy była najlepszą decyzją jaką podjęliśmy. Wprowadziła zamęt, wprowadziła chaos, ale też wprowadziła szczęście i pomogła mi odciągnąć myśli od rzeczy, które nie dawały mi ostatnio spać. Wprowadziła nowy porządek w domu, wstajemy wcześniej, bo jako szczeniak nie potrafi długo się.. wstrzymać 🙂 Chętniej wychodzimy razem na spacery, ucząc ją posłuszeństwa i czystości. A poza tym, mając dwa szatany w domu, czujemy, że żyjemy. One nie pozwalają nam się nudzić. Wymagają opieki, uwagi, miłości, ale też dają nam radość, całe serce.

Czy kojarzycie moment, jak wchodzicie w domu i dwa merdające ogony cieszą się na Wasz widok? Jakby Was nie widziały lata, a minęło zaledwie 15 minut? Powrót do domu jest dwa razy lepszy! Dlatego zachęcam Was do adopcji! Stowarzyszeń typu SOS Beagle jest wiele – każda rasa, a nawet kundelek szuka kochającego domu, który możesz mu podarować. Porzucony pies przez poprzednich właścicieli okaże Ci mnóstwo serca i miłości, będzie wiernym przyjacielem, na zawsze!

10524650_293373937514690_1177143608275326741_n 10575330_297422153776535_1645836532451139068_o 10590564_287783551407062_3219620069236598019_n 10653542_297422147109869_1008031152438643137_n 10685113_10152660893953936_1280043810_n

powiedziałaś, ciasteczka?” 😀

2 comments on “Pies w domu, burdel, ale i ogromna radość w domu!”

    • A też jest szatanem? 😀 To prawda, za nic w świecie nie zamieniłabym moich psów na inne 🙂 Najlepsza, chociaż uparta rasa.. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *