Kobe Bryant – lekcja, którą nam daje jego życie

Niedziela (26.01) była zwykłym dniem. Spędziłam go z dziećmi i znajomymi. Świetnie się bawiliśmy. Gdy wieczorem porządkowałam dom, zobaczyłam post znajomego – Kobe Bryant nie żyje. Uwierzcie mi, jest na świecie mało sportowców, których podziwiam i obserwuję. Kobe był jednym z nich. Jednym z niewielu..

Jestem fanką ligi NBA. Gdy rodziła się Marysia, nigdy nie miałam problemu ze wstawaniem w nocy, bo karmienie czy usypianie łączyłam z oglądaniem meczów. To był też finałowy sezon Bryanta. Pamiętam ten ostatni mecz, na chwilę przed PlayOffami. Jego 60 punktów. To, jak ludzie go szanowali i pożegnali go na parkiecie po 20 latach kariery.. w jednym klubie. Tak, dobrze czytasz. Całą swoją karierę sportową spędził w Los Angeles Lakers. Pomyślisz, spoko – zarobił miliony, idzie na emeryturę przed 40-stką, będzie grać w golfa, pojawiać się na trybunach, nie zrobi nic więcej. I tu zaczyna się lekcja, którą daje nam jego (szkoda, że tak…) krótkie życie.

Niemożliwe nie istnieje

Podziwiałam Kobe Bryanta, choć do fanów LA Lakers nie należałam, nie był on zwykłym graczem. Jeżeli ktokolwiek śledziłeś przez chwilę, co działo się w lidzie NBA, dobrze wiesz dlaczego. Zrobię małe podsumowanie. Jego 20 lat kariery to:

  • 5 zdobytych mistrzostw ligii NBA
  • 18 razy grał w meczu gwiazd (co jest wyróżnieniem dla graczy)
  • 2 razy zdobył olimpijskie mistrzostwo z drużyną USA
  • Wygrał konkurs Slam Dunk (które uwielbiam oglądać) na All Star Weekend
  • 4 razy został wybranym MVP na meczu gwiazd
  • MVP całego sezonu
  • zdobył 81 punktów w jednym meczu
  • do 25.01.2020 zajął 3. miejsce w zdobytych puntach przez całą karierę. Dzień przed śmiercią wyprzedził go LeBron James.
  • otrzymał też Oscara.

Wszystko to przez 20 lat. W jednym klubie. Z jedną żoną u boku, którą poznał w 1999 roku. Miał też 4 córki. Miał, bo jedna zginęła razem z nim. Gianna, która tak jak on, kochała koszykówkę.

Każdego dnia udowadniał, że ciężka praca popłaca. Trzeba wierzyć w swoje marzenia, realizować je i nie bać się sięgać po więcej. Kobe Bryant był jednym z najbardziej utytułowanych sportowców i nawet, jeżeli nie śledzisz NBA, jestem pewna, że o nim słyszałeś.

To jednak nie wszystko. Kobe zakończył karierę 4 lata temu. Myślisz, że siedział i korzystał z fortuny? A może ją przehulał? Nic z tych rzeczy. Nagrał krótkometrażową animację na podstawie swojego wiersza, który napisał z okazji zakończenia kariery. Dear Basketball zdobył Oscara. Wow! Prawda? To nie koniec. Założył z żoną fundację, która pomagała dzieciom z biednych rodzin stawiać pierwsze kroki w dorosłości.

Kobe Bryant i rodzina

Wciąż nie mówię wprost o nauce, jaką dał nam Kobe Bryant? Przecież sport to nie wszystko. A może miał po prostu szczęście? Jego sukcesy to nie tylko świetna kariera, zarobki, działalność charytatywna i spełnianie się na każdym kroku. Patrząc przez pryzmat jego życia, można zauważyć, że to rodzina dawała mu siłę. Chodzi mi o relacje z żoną. Z Vanessą poznał się w 1999 roku, dwa lata później brali ślub i tu zaczęły się problemy. Rodzice Bryanta nie zaakceptowali tego wyboru, do tego stopnia, że nie przyszli na ceremonię. Długo im zajęło pogodzenie się, w końcu zrozumieli, że są szczęśliwi. Doczekali się 4 dzieci, jednak byłaby piątka – jedno Vanessa poroniła, ale to nie był koniec ich problemów.

Kobe dopuścił się zdrady. Mało tego, była ona tak głośna, że dziewczyna oskarżyła go o napaść seksualną, finalnie jednak odmówiła zeznań. Jak było? Tego nikt nie wie – Kobe wziął na klatę to co zrobił, przeprosił publicznie, naprawił relacje z żoną. Potępiam zdradę, ale im się udało to przetrwać. Kolejny kryzys przyszedł kilka lat później. Sprawa w sądzie o rozwód. Hollywood, NBA, wielki świat – nikogo to nie dziwiło, ale wiesz co? Nie zrezygnowali. Walczyli do końca o siebie, dali sobie kolejną szansę, a pozew wycofali.

Kobe umiejętnie łączył swoje życie prywatne z karierą sportowca. Ze strony widza, fana, widziałam Vanessę i dzieci na trybunach. Pamiętam jedno ujęcie z meczu, gdy Kobe trzymał piłkę, odwrócił głowę, uśmiechnął się i puścił oczko do żony. Było to tak piękne, że cała się rozpływałam. I tutaj jest jego prosta, a jakże ważna lekcja. Nie rezygnujmy. Tak po prostu. Nie rezygnujmy z marzeń, celów, ale przede wszystkim z rodziny. Bo koniec końców – to oni są przy nas. Gdy światła gasną..

Bądź jak Kobe. Codziennie lepszy, nawet o ten milimetr.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook