Pamiętam jak dziś, moment w którym pierwszy raz pielęgniarka przystawiła mi dziecko do piersi, po tym jak spędziła noc na neonatologii. Czułam wtedy strach i ogromną odpowiedzialność – musi mi się udać. Karmienie piersią to najlepsze, co mogę przez najbliższe miesiące dać mojej Marii..

Prawda jest taka, że błądziłam. Nie wiedziałam czy robię to dobrze, czy nie. Pierwszy problem – nawał pokarmu. Jakoś sobie poradziłam i dalej mogłam karmić. Robiłam to wszędzie – na łóżku, fotelu, sofie, krześle, podłodze, szukając wygodnej pozycji. Dlaczego? Bo położna mi powiedziała – to ja mam czuć się komfortowo i dopiero wtedy dostawić dziecko.

Poduszki, kołdra, kolano – jak ją do cholery dobrze ułożyć?!

Każda mama, która też karmiła piersią pewnie powie teraz „znam to”. Jak sobie znaleźć komfortową pozycję, na tyle dobrą, żeby dostawić dziecko do karmienia, bez zbędnego gimnastykowania się? Próbowałam wszystkiego – początkowo robiłam gniazdo z kołdry albo kocyka. Podkładałam też poduszkę, siadałam po turecku, zginałam kolano, żeby na nim oprzeć łokieć, a i tak ciągle było mi niewygodnie, albo nie dawałam rady długo wysiedzieć w takiej pozycji. Czy dziecku było wygodnie? Nie wydawała się szczególnie zadowolona, ale jadła.

Niestety moja przygoda z KP nie trwała długo przy Marii, na sygnale trafiłam do chirurga szczękowego, usuwanie ósemki, która gdzieś tam się zaklinowała. Antybiotyk przez tydzień i deszcz środków przeciwbólowych. Mimo, że ściągałam pokarm, mała zbyt szybko przyzwyczaiła się do butelki, która była łatwiejsza, bo mleko lekko leciało i nie trzeba było się wysilać..

Nie popełnię już pewnych błędów

Walczyłam, żeby powrócić do KP, jednak Marysia protestowała i.. szybko się poddałam. Teraz wiem, że był to błąd – nie jestem nazistką karmienia piersią, ale mleko modyfikowane było cholernie niewygodne. Trzeba było schodzić do kuchni, gotować wodę, dostosować temperaturę, później myć butelki i tak dalej.. nie mówiąc już o kosztach!

Przy Weronice postawiłam sprawę jasno. Będę walczyć o to, by karmić ją minimum rok. Nawet w szpitalu, gdy inne mamy ze mną w sali chodziły po mleko modyfikowane, żeby dokarmić dziecko raz, a porządnie i się wyspać, a nie co 30 min.. Ja dalej realizowałam swój plan. Położne były pod wrażeniem i kibicowały mi w tej walce. Ktoś powie – trąci o desperację. Owszem. Jednak trzeba do tego podejść z innej strony. Jako matka, chcę dać dziecku to, co najlepsze. Wszyscy mówią, że KP właśnie tym jest. Przez całą ciążę drżałam, czy uda mi się donosić do bezpiecznego momentu. Walczyłam o każdy kolejny dzień, stosując się do zaleceń lekarzy, biorąc leki i mieć świadomość, że moje ciało jest zbyt słabe, żeby prowadzić spokojnie tę ciążę. Dlatego tak bardzo mi zależało, żeby chociaż dostarczać jej swój pokarm. Kosztem ciągłego przystawiania, pielęgnacji laktacji i tak dalej..

Dobrze mieć plan i pozytywne nastawienie

Wróciłam do domu i powiem szczerze, że brakowało mi wsparcia położnych, które mnie chwaliły na każdym kroku (kto tego nie lubi?). Dlatego, żeby przede wszystkim SOBIE jakoś pomóc, szukałam sposobu na łatwe, miłe karmienie. Oczywiście i tutaj na początku były problemy, ale nauczona doświadczeniem, szybko sobie z nimi poradziłam. Jednak pozostał jeden.. jak WYGODNIE karmić? Znowu gimnastyka level high. W dodatku ja po cesarce, więc każdy ruch wywoływał ból. Na brzuchu nie położę, bo boli, sama na bok się nie przekręcę, bo boli.. Aż się cisną słowa na k.. i p…

Z ratunkiem przyszła mi Agnieszka, która jest założycielką marki AGRITTA mum & baby. Napisała mi – „słuchaj, mam poduszkę do karmienia, sprawdź, jestem pewna że pomoże”. Na drugi dzień miałam ją u siebie w domu. Pierwszy raz z nią obcowałam, dlatego do końca nie wiedziałam jak ją ugryźć.

Przyjemna i multifunkcyjna

Co prawda, nie znajdziecie tutaj dokładnej recenzji, bo pozostawiłam to sobie na kolejny wpis. Chcę tylko zwrócić na coś uwagę. Kobiety, które stają się matkami, chcą zrobić wszystko, żeby to dziecku było dobrze i sama też się na tym złapałam. Nie kupię dużo ubrań ciążowych, bo szkoda pieniędzy – wydam je na monitor oddechu. Zrezygnuję z przyjemności, żeby mieć więcej ubranek lepszej jakości dla dziecka. Poduszka do karmienia jest de facto rzeczą dla mamy i jej wygody (chociaż dziecka też, o czym później). Dlatego w pierwszej ciąży zrezygnowałam z tego „gadżetu”, twierdząc że przecież są to pieniądze wyrzucone w błoto. Czy po już miesięcznym testowaniu poduszki do karmienia uważam tak samo? Oczywiście, że nie i teraz żałuję, że przy Marysi nie miałam jej pod ręką, bo życie stałoby się zdecydowanie prostsze.

Nie chodzi tutaj tylko o karmienie dziecka, choć jest to podstawowa jej funkcja. Przez ostatnie tygodnie przekonałam się, że może być multifunkcyjna. Ostatnio w nocy założyłam ją sobie na szyi, żeby karmić na siedząco (przyznam się – tutaj podłożyłam pod Weronikę zwykłą poduszkę), ale nie zrezygnowałam ze snu! Jak Tomek się przebudził i zobaczył mnie w takiej niecodziennej pozycji (uwierzcie mi, było mi tak wygodnie, że przebudziłam się po jakieś godzinie, gdzie dziecko już smacznie spało w moich objęciach), nie czułam bólu w szyi. Marysia też lubi się na niej kłaść, jak czytamy sobie bajeczki w naszym łóżku. Na początku testowania, użyłam jej też jako zwykłej poduszki, tuląc się, bo było tak cudownie wygodnie…

Ale do sedna. Czy poduszka do karmienia się sprawdziła? Ano się sprawdziła. Dlaczego? O tym w kolejnym wpisie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *