Ciąża nie musi nam się kojarzyć z rozdętym brzuchem, brzydkimi rozstępami i całym złem, które jest sprowadzane na nasze ciało. Wszystko tak naprawdę jest uzależnione od kilku aspektów (zauważyłam to po sobie) i nawet osoby, których skóra jest podatna na rozstępy, mogą w ciąży cieszyć się pięknym i gładkim ciałem.

kolaz-1-c0846693fe66800deddaaaf1efd430d1_870af5

Żebyście na wstępie mi nie zarzuciły – chwalę się, bo mam przyjazną skórę, która po prostu idealnie się zachowuje i mały brzuszek. Co ja mogę wiedzieć o rozstępach? A no, mogę wiedzieć. Całkiem dużo. Niestety należę do tej grupy osób, które mają z tym problemy. Wystarczą delikatne wahania wagi (+/- 4 kg w dwa miesiące w jedną i drugą stronę) i już na udach i pośladkach zrobiły mi się znaki obcych. Tak, tak! Dlatego gdy tylko skóra na brzuchu zaczęła mi się napinać i rozszerzać, codziennie rano spoglądam z lekką obawą czy zobaczę nowe ślady.. Jak na razie udało mi się tego uniknąć, a jestem w 30 tygodniu ciąży i mam +7 kg. Cud? Nic z tego – po prostu z większą dbałością podchodzę do codziennej rutyny pielęgnacyjnej i dzisiaj Wam zdradzę swoje tricki 🙂

Postaw na kosmetyki

Doszły do mnie słuchy, że na rynku istnieją magiczne kremy na rozstępy. Ucieszona taką wizją (nie oszukujmy się, jest to najłatwiejsza metoda 😉 ) ruszyłam do Rossmanna. Półki uginały się pod ciężarem różnych specyfików, ceny też cieszyły oko – 15 – 30 zł za tubkę. Ale coś mnie ruszyło – sprawdzę opinie na forach. Jak możecie się domyślać, szybko porzuciłam myśl kupna takich kosmetyków w drogerii i ruszyłam w stronę apteki z jednym celem – kupię balsam PALMERS. W końcu ma takie przyjemne reklamy, jest mnóstwo pozytywnych opinii, co prawda kosztuje nieco więcej, ale co mi tam!

Pani farmaceutka już na wstępie powiedziała, żebym zapomniała o PALMERS – wszystko to marketing, poza tym balsamy mają intensywne zapachy, które po pewnym czasie zaczną męczyć wrażliwe nosy ciężarnych. Więc zapytałam – co w takim razie mam wziąć? Powiedziała bez mrugnięcia okiem – MUSTELA. Cena? O mój boże! Za tubę 250 ml – 140 zł i to w promocji (później sprawdziłam, że na allegro można kupić za 80 zł, no cóóóóż..). Dostałam zapewnienia, że to najlepszy produkt, testowany klinicznie i tak dalej. Zachęcona dobrą opinią kupiłam też serum na biust i zaczęłam kurację.

Jedna tuba MUSTELA 250 ml starczyła mi dokładnie na cały drugi trymestr, gdzie smarowałam się dwa razy dziennie. Początkowo tylko brzuch i boczki, myśląc, że to wystarczy. Głupia nie pomyślałam  biuście (przecież mam serum ujędrniające!), ale szybko zauważyłam, że i ten element wyposażenia kobiety dotykają rozstępy, dupa ze mnie, ale to już inna bajka. Uczcie się na błędach!

Ćwiczenia, masaże?

Jak już wspominałam, do tej pory (tfu, tfu, odpukać!) na brzuchu nie zrobił mi się nawet jeden rozstęp. Właśnie jestem po zakupie drugiej tuby, myślę, że spokojnie starczy do końca ciąży, tym samym zakup nie wydaje się aż tak dużym wydatkiem, dzieląc go na te 9 miesięcy. Jednak kosmetyki to nie wszystko. Mam to szczęście, że mój brzuszek jest małych rozmiarów i mało kto wierzy w to, że za 2 miesiące mam termin porodu. Podobno to zasługa faktu, że przed ciążą byłam aktywna fizycznie – coś tam sobie pobiegałam (głównie goniąc uciekającego mi psa), poskakałam z Chodakowską przed telewizorem i wybrałam się na jogę, siłownie. Mięśnie brzucha są na tyle silne, że tworzą „gorset”, a więc skóra się nie rozchodzi, a brzuch rośnie do takich wymiarów, jakie potrzebuje dziecko. (Ok, jestem dumna z tego powodu 🙂 ). Do tego dochodzi zdrowe odżywianie się – dużo warzyw, owoców, steki, ryby, nabiał. Pamiętajcie, że w czasie ciąży hormony „pomagają” całemu złu w odkładaniu się – szybciej robi się cellulit, rozstępy, przesusza się skóra. Dlatego umiar i dobrze zbilansowana dieta jest tutaj bardzo ważna. Oczywiście pozwalam sobie na grzeszki w postaci pizzy, czekolady czy coca-coli, nie chcę być niewolnikiem zaleceń dietetyków i lekarzy, też chcę żyć!

Podobno dostępne są także zabiegi kosmetyczne na przeciwdziałanie rozstępów i UWAGA – są one bezpieczne dla ciężarnych. Dowiedziałam się o tym przed chwilą, przygotowując się do napisania tego wpisu. Nie próbowałam i chyba już jest trochę za późno na umówienie się. Natomiast stosowałam lekkie masaże przy nakładaniu balsamu. Instrukcja była dostępna na opakowaniu po kosmetyku, musicie tylko uważać, żeby ruchy nie były zbyt mocne i szybkie, bo to też może prowadzić do przedwczesnych skurczy.

Co mogę polecić z czystym sumieniem?

Już widzę, że wpis robi się długi i zastanawiam się ile osób dotrwa do tego momentu 🙂 Dlatego by dłużej Was nie męczyć – podam swoje rekomendacje. Z czystym sumieniem na tym etapie mogę polecić balsam MUSTELA, ale poszukajcie na allegro, bo szkoda przepłacać w aptece. Na suchą skórę stosuję też olejek z pestek śliwek, który kupiłam w Ministerstwie Dobrego Mydła – piękny zapach, lekki i szybko się wchłania – REWELACJA! Do tego trochę ruchu i dobra dieta. Powinno pomóc!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *