Mogę iść o zakład, że każdy rodzic małego dziecka zna Świnkę Peppę. Jest ona uwielbiana przez dzieci, moja Marysia na jej widok krzyczała z radości i jak zahipnotyzowana pochłaniała kolejne odcinki bajki. Do czasu, aż sama z ciekawości zaczęłam z nią oglądać… Powiem tak, już po pierwszym seansie znienawidziłam tego wieprza.

swinka_peppa_tapeta_2

Żaden rodzic nie wytłumaczy, gdzie leży sukces tej małej, wrednej świni. Jest kolorowa, różowa, ma piskliwy głos i co chwile raczy nas swoimi mądrościami z du** i coraz głupszymi pomysłami. Szczęście w nieszczęściu, że baaardzo małe dzieci (jak Marysia) zwracają uwagę raczej na kolory, dźwięki, śpiewanie i to, że coś się dzieje na ekranie i do końca nie czują złośliwości, braku ogłady i tego, że ta Peppa jest zmorą rodziców.

Początkowo zachwycałam się, że moje dziecko na czas jednego odcinka patrzy z zaangażowaniem na to, co dzieje się na ekranie. Klaszcze, cieszy się i ogólnie sprawia wrażenie, że historia ją pochłania, a ja miałam ten kwadrans, żeby napić się spokojnie kawy i zjeść śniadanie. Jak tylko uruchamiałam telewizor i wybierałam YouTube, Marysia już krzyczała „Peeeeeeepa” – trochę zazdrościłam, bo słowo mama używa w kompilacji AM AM AM, aż w głowie słyszę, co chcę, ale też robię jej coś do jedzenia. Taki smutny los typowej matki (jakby ktoś się zastanawiał, słowo „tata” zna doskonale i mówi z perfekcyjną dykcją i składa akcent tam, gdzie powinna. No cóż..). Pewnego dnia postanowiłam zrozumieć fenomen Peppy, który trwa nie tylko u mojego dziecka i wtedy.. znienawidziłam tego wieprza jeszcze bardziej.

Irytująca, denerwująca, to zło wcielone!

Jeżeli obejrzycie losowy, serio – losowy odcinek tej bajki zauważycie, że ta wredna różowa plama na telewizorze jest po prostu .. no co tu owijać w bawełnę – suką. Woli oddać zabawki brata na wyprzedaż do przedszkola, niż swoje, upierd*** najlepszą garsonkę mamy w błocie, bo lubi się tam pluskać, a do tego rozwali komputer, gdy biedna mama znajdzie chwilę, aby wykonać swoją ciężką pracę i na chwile odejść od gotowania czy pouczania Peppy, żeby nie była niegrzeczna dla braciszka.

Gdy porównuję Świnkę Peppę do bajek, jakie mieliśmy okazję oglądać w naszej „młodości” – Jacksonów, Flinstonów czy nasze polskie – Reksia, Bolka i Lolka i tak dalej, dochodzę do smutnych wniosków. Ta bajka nie uczy niczego dobrego. Pokazuje, że niesłuchanie się, brak poszanowania rodzica, rodzeństwa czy znajomych, pyskowanie i psucie jest OK, bo zawsze się z tego wywinie, albo powie, że to wszystko zrobił Jacek. Skąd do cholery dzieci mają brać dobre wzorce – powiecie, że to tylko bajka, że dzieci są zbyt małe, żeby zrozumieć, albo że wzorce czerpią od rodziców. Ale tutaj się nie zgodzę. Z każdym dniem te małe istotki kumają coraz więcej, chłoną wiedzę, ludzkie emocje i nasze przyzwyczajenia jak gąbka i nawet kwadrans z Peppą działa destrukcyjnie i może wszystko zepsuć.

My powiedzieliśmy Peppie „NIE” i już nie gości w zbiorze wieczorynek czy porannych bajek, gdy rodzice się dopiero budzą do życia. Ja sama uważniej przyglądam się temu, co puszczam czy nawet czytam mojej Marysi, bo zależy mi na wychowaniu w zgodzie z wartościami, które chciałabym jej przekazywać. O tym, co nie jest na cenzurowanym w naszym TV – wkrótce. I gwarantuję Wam, znaleźliśmy takie bajki, które i nas przyciągają przed telewizor i razem przeżywamy każdą historię, ucząc przy okazji, jakie dźwięki wydają dane zwierzęta i świetnie się przy tym bawimy.

Kochani, a jakie bajki lecą u Was? A może uważacie, że na telewizor za wcześnie?

2 comments on “Dlaczego Świnka Peppa jest u nas na cenzurowanym?”

  1. Wychowywałam się na bajkach głównie rosyjskich i łoparskich, chantyjskich. Dopiero później poznałam Andersena, braci Grimm. Co ciekawe, moi rodzice mi wcale nie czytali – dostawałam płyty gramofonowe. W domu nigdy nie było telewizora i do dziś takiego nie mam. I przyznam, że pod tym względem moi rodzice naprawdę odwalili kawał dobrej roboty.
    Moim zdaniem znacznie łatwiejsze jest wychowywanie dzieci bez telewizji. I myślę, że dziecko ma ciekawsze wspomnienia z dzieciństwa. Pamiętam puszczanie latawca i ganianie z siatką po ogrodzie za motylami. Nie wiem, czy pamiętałabym, co oglądałam, gdybym spędziła dzieciństwo przed telewizorem 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *