Dla niej marzenie, dla innej tragedia życiowa

Opowiem Ci historię. Stwierdziłam, że warto, bo problem dotyczy coraz większej liczby kobiet. Przenieśmy się w czasie o 11 lat. Dla niektórych moich czytelniczek, będzie to połowa życia. Medycyna w Polsce jest na coraz lepszym poziomie, a dziewczyna, którą poznałam dwa lata temu właśnie zaczyna starania o swoje dziecko. Jest młoda, pełna siły, nadziei. W końcu jest żoną od kilkunastu miesięcy, a kolejnym krokiem w ich życiu to posiadanie dziecka.

Jak to bywa w przypadku 26-latków, starania oznaczają odstawienie antykoncepcji, pobieżne zainteresowanie się tematem owulacji i przyjemne próby. Mija pierwszy miesiąc, nic. No trudno, nie każdej udaje się tak od razu. Kolejny miesiąc, rok.. Rodzi się pytanie – dlaczego nam się nie udaje? Każda moja koleżanka chwali się ciążą, porodem dziecka. Lekarze jeszcze nie podnoszą alarmu, a mądrzejsi znajomi mówią..

„przestańcie się starać, a samo przyjdzie”, „wyjedźcie gdzieś, a się uda”, „za bardzo Wam zależy, odpuśćcie”. Dobrze, że moja koleżanka nigdy nie posłuchała tych rad.

Pierwsze wizyty pod ścisłą kontrolą

Mam nadzieje, że dalsza część tekstu będzie dla Ciebie czarną magią. Nigdy nie doświadczyłaś/eś takich odczuć, tej bezsilności, ciągłych badań, bólu, męki. Marta wierzyła w to, że jest świetnym „materiałem” na mamę – była młoda, zdrowa, ćwiczyła, zdrowo się odżywiała. Jej mąż cierpliwy, mądry, bez nałogów. No cholera, dziecko u nich miałoby jak w raju! Zaczęli tak naprawdę się leczyć. Pierwsze monitoringi owulacji. Jak nie wiecie na czym to polega, to już tłumaczę. W okolicy jajeczkowania i owulacji (10-18 dzień cyklu, u każdej kobiety może wypadać to w innym terminie, wszystko zależy od cyklu i „problemów”) bada się za pomocą USG (tym wkładanym, tak, tam właśnie) jak rosną jajeczka. Czy osiągają właściwy wymiar, czy pękają i nadają się do zapłodnienia. Niby wszystko książkowo. Lekarz postanawia nieco pomóc, dodając hormony. Uwierzcie, nie są tak „delikatne” jak w antykoncepcji, że nie odczuwasz tego. Po nich jest Ci gorąco, zimno, płaczesz, śmiejesz się, czujesz niepokój. Nie polecam. Wciąż nic.

Gdy skończyły się te proste metody, które można było robić bez nakładów finansowych, powstała konieczność wizyty w klinice leczenia niepłodności. Ale jak? Już? Wstępnie – inseminacja. Znowu hormony, selekcja materiału, zero romantyczności, raczej mało kto opowiedziałby dziecku, jak powstało. Jednak w tym momencie nie myślisz o szampanie, płatkach róż, pocałunków na szyi, a żeby gro lekarzy zrobiło swoje i dali wrócić do domu w większym składzie. Po kilkunastu dniach pierwszy tekst – negatywny. Mówili, że pierwsze IUI mało komu się udaje, więc próbowali dalej i dalej.. a czas nieubłagalnie leciał. Nie wiedzieli co dalej, więc padł wyrok – in vitro.

Ta zła metoda, która zabija dzieci

Zapewne słyszałaś/eś w mediach niejedną opowieść, jak to in vitro zabija nienarodzone dzieci i jest wymysłem szatana. A te, które się urodzą mają błony między palcami, znak Harrego Pottera na czole i czerwone oczy, niczym doświadczalne króliki. SERIO? Okey, nie pytam co brały osoby, które to wymyśliły. Marta jednak się dalej nie poddawała. Zaczęły się pierwsze badania i .. złe wiadomości. Jej rezerwa jajnikowa w wieku 30 lat przypominała taką, jaką ma kobieta przed menopauzą. AMH ledwo pokazywało coś powyżej zera, a jak się domyślacie, powinno być zdecydowanie większe. Jednak lekarze widzieli światełko w tunelu. Kolejne hormony, tym razem w jeszcze większym stężeniu niż ostatnio. Codzienne zastrzyki, a nawet po 2-3 dziennie i punkcja. Ledwo kilka prawidłowych jajeczek, które udało się zapłodnić. Po jakimś czasie połowa przestała się rozwijać, a te podane.. nie przyjęły się. Plucie sobie w brodę, że tyle czekali, ale nie tracili nadziei..

Wyobrażacie sobie ten ból i bezsilność? Wydajesz tysiące złotych – spokojnie w tym momencie życia, moi znajomi mogliby spłacić 1/3 mieszkania, albo kupić nowe auto w salonie. Ale nie pieniądze są ważne, a możliwości. Lekarze badają dalej, Marta też szuka przyczyny niepowodzeń na własną rękę. Wychodzi mutacja. W innej klinice tworzą specjalnie dla niej szczepionki z krwi jej męża, co kosztuje krocie! Kolejne stymulacje lekami, żeby osiągnąć dojrzałe komórki jajowe do zapłodnienia. Ona jest na skraju wyczerpania, ale jej największym marzeniem jest dziecko. Wyobrażacie to sobie? Większość z nas marzy o Malediwach, sportowym aucie, domu.. a ona marzy o tym, co teraz śpi w sypialni obok. O tym, na co denerwujemy się w ciągu dnia, o powodzie naszego niewyspania.. Może ta lektura sprawi, że jutro inaczej spojrzysz na swoje dziecko?

Powiecie – niech adoptuje. Ale dlaczego ma rezygnować ze swojego marzenia? Czy Ty byłabyś w stanie to zrobić? Szczególnie wtedy, gdy na horyzoncie są jeszcze inne drogi leczenia? I tutaj właśnie zaczyna się moja rola.

Marta jest moją koleżanką, którą staram się wspierać jak mogę. Jednak poza dobrym słowem i otuchą, potrzebuje wsparcia finansowego, bo ich oszczędności dawno się skończyły. Co zarobili, wkładali w badania, wyjazdy, leczenie.. Ona nie prosi o setki tysięcy, a zaledwie 10 złotych datku od Ciebie. Zamiast dwóch batoników, paczki papierosów – przelej do jej skarbonki nawet drobną kwotę. Jeżeli co dziesiąty mój obserwator zrobi przelew, osiągniemy cel, przybliżymy ją do spełnienia marzenia. Nie bądź bierny i uwierz mi na słowo, Marta jak mało kto, będzie cudowną mamą, ale pomóżmy jej to osiągnąć. W końcu sukces ma wielu ojców!

>> LINK DO ZBIÓRKI <<

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook