Skoro ostatnio trwała przerwa w serialach, musiałam jakoś umilić sobie czas 🙂 Mój kindle umarł śmiercią tragiczną, a w domu miałam tylko jedną książkę w wersji drukowanej, której nie czytałam, więc padło na filmy. Na moje szczęście, miałam duży wybór i dużo wolnego czasu 😉 Zapraszam do recenzji, zobacz co polecam, a co radzę sobie odpuścić.

Untitled-3

The Intern – Praktykant

Miła, bardzo przyjemna komedia, którą z czystym sumieniem mogę polecić. Film tak naprawdę skupia się na dwóch bohaterach, tak różnych od siebie – pod każdym względem, ale powstaje między nimi niewidzialna nić, zrozumienie. Jules jest młodą i cholernie ambitną kobietą, która chce wszystko połączyć – firmę, dom, dziecko, męża, szacunek innych i wieść idealne życie. Jak się pewnie domyślacie, wszystko się wali. Naraz. Ale na jej drodze staje wówczas Ben. Wdowiec w wieku emerytalnym, który nie chce siedzieć w domu. Zaczyna staż w firmie internetowej (!) Jules, nie wiedząc nawet jak uruchomić komputer. Ben staje się doradcą moralnym, wsparciem dla zapracowanej Jules, aby w końcu zrozumiała, czego chce od życia, ale jednocześnie sam przeżywa drugą młodość. Nie brakuje tutaj śmiesznych scen czy wzruszających momentów.

Komedia jest lekka, przyjemna, ale jednocześnie taka nierealna. Ale czy to przeszkadza w seansie? Nie!

The Martian – Marsjanin

Prawdę mówiąc chyba wolałabym przeczytać książkę niż oglądać film, chociaż bardzo lubię Matta Damona. Chodzi o to, że mam wrażenie, że Leonardo DiCaprio w tym roku znowu nie zgarnie Oscara właśnie przez ten film! I właśnie dlatego postanowiłam go obejrzeć, aby obiektywnie (taaa, nie widziałam jeszcze Zjawy, ale już wiem że Leo MUSI wygrać) ocenić, czy statuetka się należy czy też nie. Chociaż co ja mogę wiedzieć? Na kinie znam się tyle co na sprzątaniu – czyli tak sobie.

Oglądając jednak film, możemy śmiało powiedzieć, że jest przewidywalny, bo przecież bohater nie może mieć z górki. Tutaj bawi się w FarmVille, tam z inżyniera rodem z Big Bang Theory, a tutaj w Luke’a Skywalkera na pustyni. Co prawda filmowi niczego nie brakuje. Jest amerykański sen, podróż w kosmos, ciężkie i tragiczne chwile, próba samego siebie, przyjaźń, Hindus, który ratuje całą misję i wielki powrót bohatera, który staje się wzorem dla młodych astronautów.

Bridge of Spies – Most Szpiegów

Film jest trochę „ciężki” – chociażby z uwagi na nazwy państw (sam bohater nawet o tym wspomina 😉 ) – USA, ZSRR, NRD (…) zawiłe zależności między nimi, dodatkowi bohaterowie, którzy z dupy nagle się pojawiają nie wiedząc po co? Oczywiście na koniec wszystko staje się jasne.

Pomimo, że jest to film historyczno-polityczny, a nie jestem do końca fanką takich obrazów, to Tom Hanks ciekawie kreuje obraz, jako prawnik, dla którego ważna jest sprawiedliwość, nawet jeżeli wszyscy inni mówią, że nie powinno się jej okazywać. Dąży do osiągnięcia większego dobra, patrzy na obraz z góry, poświęcając nawet rodzinę. Jedna rada – oglądajcie uważnie, nie pozwólcie by coś Was odciągnęło od telewizora, bo nagle się okaże, że nie wiecie o co chodzi i trzeba przewijać.. Ogólnie warto poświęcić wieczór na Most Szpiegów.

Focus

Powiem to na głos i może tym razem mój mąż to zapamięta – nie lubię Willa Smitha i każdy film, w którym gra on główną rolę nie jest filmem, który chcę oglądać. Ale że w Top Gear wraz z Margot Robbie promowali Focus, stwierdziliśmy – czemu nie? Może będzie fajny! Nie był. Dłużył się jak flaki z olejem, w czasie tego filmu z nudów zaczęłam układać pranie (być może nawet zaczęłam je prasować, nie wiem.. mam jakieś zaćmienie), a Tomek zasnął (w sumie to nie jest nic dziwnego). Film trwa dokładnie 104 minuty, a ja z chęcią skróciłabym go do 20 minut, aby pozostawić to co istotne, a i tak jest szansa, że będzie nudno..

A o co chodzi? O złodziei! Will i Margot łączą siły i okradają ludzi ze znajomymi zarabiając na tym tyle, że głowa mała. Te sceny stanowią może z 30% obrazu – spoko, oglądamy jak Margot ocierając się o napalonych facetów zabiera im portfele, zegarki i tak dalej. Później coś się sypie i rozstają się, by za kilka lat znowu się spotkać. Myślisz sobie – teraz będzie kulminacja, szybka akcja i koniec filmu, ale nie.. nie ma nawet połowy, a wcześniejsze sceny mogłyby zostać wycięte z filmu i nie stracilibyśmy wątku. Teraz przygotuj się na 50 minut lamentu, że on ją porzucił, ona była załamana, ale teraz kocha innego. Will sobie uświadamia, że ją kocha więc chce ją odzyskać w międzyczasie co jakiś czas zapomina o misji, esencji całego filmu, ale na szczęście przypomina sobie w ostatnich 6 minutach, gdzie jest jedyna sensowna akcja, tylko cholera – musimy rzeczywiście czekać na to tak długo? Jestem uparta, dlatego dotrwałam do końca, ale żałuję, bo mogłabym obejrzeć kolejny raz ten sam odcinek Top Gear (ale na Boga! nie ten z Willem Smithem LITOŚCI!) i stwierdziłabym, że jest to lepiej rozdysponowany wolny czas, którego teraz jak na lekarstwo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *